Twój koszyk jest pusty.
Twój koszyk jest pusty.
Wnikliwe przyjrzenie się starożytnej, taoistycznej rycinie „Smakujący ocet”
jest doskonałą okazją do głębszej refleksji nad naszą codzienną egzystencją.
Rycina ta przedstawia trzech mężczyzn wokół kadzi z octem. Każdy z nich zanurzył palec w occie i posmakował go lecz ich wyraz twarzy wyraża inne uczucia.
Twarz pierwszego jest zgorzkniała, drugi jakby cierpi ale trzeci uśmiecha się.
Tradycyjna interpretacja tego obrazu jest znana – to trzej mistrzowie, przedstawiciele „trzech nauk Chin”, zaś ocet symbolizuje smak życia.
Pierwszym mistrzem jest Konfucjusz, drugi to Budda a trzeci Lao – Tsy.
Spróbujmy jednak pomijając tradycyjną interpretację pójść trochę dalej i odnieść esencję tych nauk do siebie i naszego życia.
Jaki smak ma Twoje życie? kwaśny, gorzki czy słodki?
Kiedy nieświadomie powielasz system konfucjański, życie może być jedynie kwaśne. Konfucjanizm w sposób skrajny ogranicza wolność i spontaniczność jednostki, podporządkowując ją wyższemu autorytetowi lub szerszej zbiorowości. Jest to system wzajemnych zobowiązań i zależności. Człowiek nie może być sobą a jest jedynie rolą społeczną do której przypisane są określone obowiązki. Etykieta i rytuał regulują wszystkie nasze zachowania – nawet sposób ubierania się, chodzenia, kłaniania się, mimikę twarzy, sposób składania ubrań przed snem a nawet pozycję spania. Minimalne naruszenie norm i etykiety grozi sankcjami i ostracyzmem społecznym.
Totalitaryzm z mrocznych koszmarów?
Konfucjusz uznał, że najwyższą powinnością człowieka jest wypełnianie obowiązków, natomiast nasze indywidualne uczucia i pragnienia są nieistotne.
Co leży u podłoża istnienia takich totalitarnych struktur?
Wg mnie główna przyczyna jest zawsze ta sama: dominacja energii męskiej nad żeńską. Konfucjanizm mówi o tym wprost. Podstawa porządku społecznego są wzajemne zobowiązania: rządzący panują nad poddanymi, dzieci są bezwzględnie posłuszne wobec rodziców, młodsi wobec starszych, a jedno z tych ważnych zobowiązań brzmi następująco:
„Mężczyzna ma sprawiedliwie traktować kobietę a ona ma mu być we wszystkim posłuszna i uległa”.
Bez owijania w bawełnę, jawny kod dominacji. Dorównuje mu jedynie miłosierny Jahwe, który mówi do kobiety „Obarczę cię niezmiernie wielkim trudem twej brzemienności, w bólu będziesz rodziła dzieci, ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą”.
Tak się przejawia boskie miłosierdzie wobec kobiet. Alleluja! Chwała Panu!
Tam gdzie energia męska panuje nad żeńską życie nie może być słodkie.
Powiem więcej: tam nie ma Życia!
Sytuacja ta wiąże się nie tylko z jawną lub ukrytą dominacją mężczyzn nad kobietami lecz dotyczy również tych wszystkich sytuacji, w których kobiety są męskie.
Czy nieświadomie żyjesz w systemie konfucjańskim?
Jak często rezygnujesz ze swoich osobistych pragnień i potrzeb aby spełniać oczekiwania innych – rodziców, partnera, „przyjaciół”?
Jak często pozwalasz narzucić sobie zniewalające Cię normy obyczajowe, religijne, społeczne?
Jak często chcąc zasłużyć na uwagę, akceptację, miłość innych wyrzekasz się siebie i postępujesz wbrew sobie?
Aby dobrze wypełnić przypisane nam role (rodzica, dziecka, partnera,
przyjaciela itd.) zaczynamy spełniać cudze oczekiwania, rezygnując z siebie i osobistego szczęścia.
Obowiązki, obowiązki, obowiązki, praca, praca, praca, pośpiech, pośpiech, pośpiech, inni, inni, inni…….
Kiedy już zużyjesz całą swoją energię i udręczysz swoje ciało, kiedy czujesz niemoc i padasz „na pysk” raptem koleżanka, przyjaciółka poleca Ci świetnego terapeutę, który jest co prawda po trzech nieudanych, oficjalnych związkach i trzynastu jeszcze bardziej nieudanych, nieoficjalnych związkach, ma problemy z używkami, permanentny konflikt z własnym dzieckiem, chory i słaby kręgosłup za to silne ego więc ów terapeuta ochoczo zabiera się do naprawiania Twojego życia. Pomoc kończy się jeszcze większą niemocą czasem przemocą.
Zmieniasz więc terapeutę lub idziesz na kolejne warsztaty. Po pierwsze nic ani nikt nie może uleczyć Twojego życia, po drugie uważaj komu powierzasz swoje życie gdyż jest ono bezcennym darem. Masz w sobie wszelką moc i możliwości aby uleczyć każdy aspekt swojego życia. Drogą każdego z nas jest odkrycie owej wewnętrznej mocy.
Wracając do naszej ryciny drugi z mistrzów Budda ma jakby zgorzkniały wyraz twarzy. Budda wychodzi z założenia, że wszystko jest „duhkhą” – cierpieniem. Jednak wbrew pozorom jego filozofia nie jest pesymistyczna gdyż wraz z uznaniem powszechności cierpienia Budda pokazuje jak można je pokonać – służy temu „ścieżka prawa”. Świat widzialny jest dla Buddy jak wielka pułapka, iluzja, krąg bólu i cierpienia z którego można się jednak wydostać osiągając nirwanę. Dosłownie słowo to oznacza wygaśnięcie wiatru, co z kolei interpretuje się jako wygaśnięcie umysłu, całkowity spokój zamiast nieustannej gonitwy myśli. W buddyzmie umysł jest pułapką.
Czy również wpadasz w nią na co dzień? Na czym przeważnie koncentruje się Twój umysł? Czy analizuje i rozgrzebuje przeszłość? Czy nieustannie rozdrapuje stare rany smutnego dzieciństwa, nieudanych związków, złych ludzi którzy nas skrzywdzili, czy może wciąga Cię w swoje inne ulubione gry – poczucie winy, niedoskonałość, niezasługiwanie.
Nasz umysł nazbyt często pogrąża się w traumatycznej przeszłości i zamartwia o przyszłość a bardzo rzadko koncentruje się na świetlistej przeszłości i świetlanej przyszłości. Nasze życie nigdy nie było i nie jest wyłącznie bólem i cierpieniem. Mimo, że matrixowa rzeczywistość prowokuje nas do koncentrowania się na tym co negatywne, zacznijmy koncentrować się na tym co dobre, piękne, szlachetne w naszej przeszłości ale przede wszystkim przywołujmy to w teraźniejszości. Dla Buddy ważne było nasze codzienne, okazywane w praktyce dobro wobec siebie i innych. Na dobro składa się tysiące małych gestów, prostych słów i spontanicznych uczynków a nie wielkie czyny.
Święta jest każda sekunda życia, każda istota, każda chwila w której przebywasz sam z sobą lub z innymi. Świat cierpi m.in. dlatego, że ludzie uporczywie mylą i oddzielają od siebie „sacrum” i „profanum”. Przykładem może być medytacja lub modlitwa. Miliony ludzi codziennie modlą się lub medytują a mimo to nasz świat pogrążony jest w morzu cierpienia. Medytacja i modlitwa nie może i nie powinna zastępować codziennej praktycznej dobroci okazywanej sobie i innym. Budda mówił „Nawet najbardziej wzniosła medytacja jest jałowa przy braku praktycznej dobroci płynącej z twojego serca. Sama medytacja bez konkretnych czynów na co dzień jest kolejną zwodniczą grą umysłu”.
Zauważcie, że nasz brat J. Ch. mówił podobnie „Wiara bez uczynków jest martwa”. I jeszcze raz Budda „Posty, oczyszczania, kąpiele w świętych rzekach, ofiary składane bogom i braminom, wzniosłe medytacje nie oczyszczą serca, które jest nieczułe na los innych istot”.
No cóż, łatwiej jest medytować najlepiej w wymyślnej pozycji (gra numer jeden – jestem lepszy) niż okazywać mądrze dzień po dniu miłość i współczucie. Jezus również potępiał publiczne modły twierdząc, że tak czynią obłudnicy, którzy pragną aby ludzie ich widzieli i chwalili ich pobożność.
Budda zwrócił uwagę na jeszcze jedną przyczynę cierpienia. Uważał, że ludzie dają za dużo uwagi cierpieniu i w ten sposób wzmacniają tą energię. Czasami nie tylko pojedynczy ludzie „biczują się” powracając do tych samych przykrych wspomnień i wydarzeń ale całe grupy czy narody „uprawiają” swoistą martyrologię.
Jeszcze inną przyczyną wzmacniania cierpienia jest to, że nawet gdy bezpośrednio go nie doświadczamy, widząc krzywdę innych często słabych i bezbronnych (np. dzieci lub zwierząt) odczuwamy ból i smutek. Co radził Budda w takich sytuacjach? „Dobrze życz tym istotom, które widzisz cierpiące i twórz w swoim sercu ich obraz szczęśliwych i radosnych”. Koło samsary jest często kołem cierpienia dopóty dopóki nie pojmiemy, że to nie bogowie, nie świątynie, nie guru, nie kapłani, nie medytacje, nie modlitwy, nie oczyszczania ani posty wyzwalają nas, lecz nasza codzienna postawa wobec siebie i innych ocala nas i uzdrawia.
Zbawienie nie przychodzi z zewnątrz. Sam jesteś swoim zbawicielem. Każdy posiada naturę Buddy, każdy niesie w sobie Chrystusowe światło.
Wróćmy do naszej ryciny. Trzeci z mężczyzn uśmiecha się – to Lao-Tsy.
Dla niego świat nie jest ani cierpieniem ani pułapką ani miejscem w którym podporządkowujemy się sztywnym normom narzuconym z góry lecz jest miejscem, w którym możemy doświadczać radości, szczęścia i spełnienia. Stanie się tak wówczas kiedy zerwiemy zasłonę iluzji, która odgradza nas od tego radosnego świata. Zasłona ta tkana jest ciągle przez nasz intelekt tak ceniony na zachodzie a na szczęście zdemaskowany na wschodzie. Dla taoisty kwas i gorycz życia są skutkiem biegunowego, ciągle oceniającego i osądzającego umysłu, który tworząc czas linearny trzyma Cię w pułapce przeszłość – przyszłość i nie pozwala Ci rozkoszować się wiecznym Tu i Teraz.
Kiedy wychodzisz poza grę umysłu i stajesz się Kubusiem Puchatkiem życie zaczyna być proste, radosne i słodkie. Dlatego Puchatek mówi często o sobie „jestem misiem o bardzo małym rozumku”, a my możemy dodać ale o wielkim sercu. Żeby próbować słodkiego miodu trzeba próbować dzień po dniu, godzina po godzinie kierować się sercem a więc uczuciami i odczuciami. Serce sprzęga się z naturalnym rytmem życia. Jego harmonijne bicie łączy nas z harmonią Wszechświata. Serce nigdy nie narusza tej harmonii, w przeciwieństwie do umysłu, który ciągle ją zaburza.
Jednym z najważniejszych pojęć w taoizmie jest zasada „Wu-wei”. Dosłownie oznacza to bez działania. W praktyce – „bez zmuszania”, „bez wymuszania”, „bez wysiłku”, „bez narzucania”. Powiedzenie taoistyczne mówi „Im większy wysiłek tym większy opór, im większy opór tym więcej kłopotów”.
Czy zmuszasz siebie i innych do czegoś, czy wkładasz dużo wysiłku w to co robisz, czy narzucasz sobie coś co jest ponad twoje siły, czy naginasz się aby spełniać czyjeś oczekiwania, czy stawiasz opór w sytuacjach, które nie spełniają oczekiwań twojego umysłu, czy zawsze chcesz mieć rację, czy wiesz lepiej co jest dobre dla innych. Według taoizmu wyżej wymienione postawy powstrzymują życiodajny strumień energii i rzekę życia, która wlewa do Twojej egzystencji wszystko czego potrzebujesz. Możesz to otrzymać bez wysiłku. Wu-wei porównuje się do zachowania wody. Woda napotykając przeszkodę w postaci skały lub kamienia nie walczy, nie naciska, nie wkłada żadnego wysiłku ale odnajduje najłatwiejszą drogę i omija przeszkodę. Jest to podejście nacechowane wewnętrzną cierpliwością, łagodnością i wrażliwością. Podejście w 100% żeńskie! Wu-wei zawiera jeszcze jedno niezwykłe przesłanie. Sam ideogram powstał z symboli oznaczających rozczapierzoną rękę i małpę. Pierwszy symbol oznacza powstrzymanie się od działania nacechowanego przemocą, drugi symbol mówi nam abyśmy w życiu nie małpowali. Małpowanie to ślepe naśladownictwo – odtwarzanie, naśladowanie, powielanie cudzych idei, wzorców i postaw. Małpując przestajesz być kreatorem własnej rzeczywistości. Małpując przestajesz być sobą a stajesz kimś innym. Małpowanie prowadzi do powstawania milionów podobnych klonów.
Ciekawe, że chociaż Lao-tsy był mężczyzną, mawiał, że cały jego przekaz pochodzi od energii żeńskiej. Mówił, że wszystkiego nauczył się od wody, wierzby i …….Innym pięknym pojęciem taoizmu obok Tao jest Te. Ideogram oznaczający Te powstał z symboli oznaczających kroczenie i serce. Czy wymaga to objaśnienia? Tą oczywistą prawdę, że w życiu należy kroczyć drogą serca realizują spontanicznie nie zmanipulowane, nakarmione miodem dzieci (kiedy ostatnio z miłością przytulałeś swoje dziecko?) oraz Puchatek i Prosiaczek.
Życzę Wszystkim by życie było słodkie jak miód!